MY
RSS
poniedziałek, 15 marca 2010
......
są takie momenty gdy człowiek czuje, ze poniósł klęskę..................że zawidół.......i dziwi się, że może tyle znieść, podnieść się i próbować iść dalej chciałabym umieć wyłączać emocje, przestać czasem czuć
piątek, 05 marca 2010
Dom nad rozlewiskiem
to nie tylko tytuł ksiażki ale też ostatni temat naszych rozmów. Szkoda, że nadal nie potrafie zamieścić zdjeć :( No, cóż niektórzy ludzie nie umieją czytać instrukcji, ja niestety do nich należę. W kazdym razie nasza rzeczka zamieniła się w poteżne jezioro. Pięknie to wyglądało ale i niebezpiecznie. Mieliśmy to "jeziorko" około 20 metrów od domu. Był moment, że na "jeziorze" wylądowały nam stada kaczek. Widoki były niesamowite. No ale dziś pada śnieg..... znowu, ech! Jutro mam spotkanie dla nastolatek z okazji Dnia Kobiet. Czarus zaserwuje nam gofry! Super mieć syna, który wie do czego słuzy mikser, piekarnik i nie obce są mu formy do muffinek. Ech szkoda, ze nie umiem wstawić tych zdjęć.
środa, 24 lutego 2010
"Boli...
ostatnio macierzyństwo sprawia mi więcej udręki niż radości Ubiegły tydzień był pod tytułem "Wywiadówki". Trzy dni z rzędu... coraz mniej sympatyczne przeżycie, szczególnie w gimnazjum Nie rozumiem niektórych ludzi. Nie rozumiem ich toku rozumowania, o ile takowy jest. No chyba, ze to ze mna jest coś nie halo I ta jakaś nieudola systemu .... U najstarszego syna w klasie jest uczeń "zimujący", który bywa w szkole w stanie "wskazujacym na spożycie" ( różnych środków)Uczniowie wiedzą, nauczyciele wiedzą i cisza, nic. Chłopak rozrabia, teroryzuje innych i nic. Można. Dyrektor raz zawezwał policję, chłopaka spawdzono alkometrem ( czy jakoś tak). Miał promile. Matka zrobiala aferę. Sprawe wyciszona, aby szkoła nie miala problemów. Gimnazjum każdy musi skończyć. Wiem, że należy się Jemu szansa, nie wolno go przekreślac ale.... jaką szanse mu się daje, na co...chyba tylko na skończenie szkoły i pozbyciu się z niej "Problemu". Nie ważne czyjim kosztem skończy tę szkołę ( mam na mysli inne dzieciaki) A moje dziecko, te najstarsze ktoś nam podmienił. Serio.I nie zawsze mi się podoba ta zamiana. Postaramy się jednak przejść z Nim przez te "Podmiankę". I nie zwariować przy okazji. A często ostatnio jestem bliska tego. Staram się też nie myśleć, ze jeszcze trzech czeka w kolejce na dojrzewanie. Dzięki Bogu Piotruś_Słodziak, osładza "bolesne przeżycia". Jest tak rozkoszny, że sprawia, że mniej boli macierzyństwo, rodzicielstwo. Napisałam do "Pytania na śniadanie", dostałam książkę. Kucharską. Fajnie. Chociaż nie pasuje do tematu na jaki napisałam. A mianowicie "Jak rozmawiać z dziećmi na temat seksu" No ale miło, jakieś "docenienie". Chociaż ja marzę najbardziej na świecie o odpoczynku, o takim 100% wyluzowaniu się. Wyjeździe gdzieś daleko...
poniedziałek, 01 lutego 2010
Energia mnie rozpiera
Niby dobrze, ale nie koniecznie. Zasnęłam około 4.30 Wstalam rano i nie czuję zmęczenia ale też nie wiem gdzie dać ujście mojej energii. Bo ta energia nie do końca jest pozytywna. Najchętniej bym pobiegła gdzieś przed siebie, aby wraz z potem wypocić agresje. Wiem, że to zwiększona dawka leku tak we mnie buzuje ale nie lubię tego. Nie czuję się sobą. Chciałabym się wyciszyć. Czuje się rozdarta. Jesli wróce do poprzedniego dawkowania leków, wyniki znowu będa fatalna a musza być Ok aabym mogła dostawać interferon, na który i tak czekam już parę miesięcy.I jeszcze pewnie poczekam parę. Uff.Buzuję. Z innej beczki....nie potrafię się zdecydować na wyjazd do koleżanki do Edenburga. "Tak bym chciała a boję się" jak Ktoś kiedyś śpiewał. Szukam pretekstów, aby nie pojechać. Namawiam męża, aby mi zabronił. A ten nie, chce zostać z chłopakiami sam. Mama też wysyła mnie na odpoczynek, jest gotowa zająć się Piotrusiem ( jeszcze Go karmię cycą)Czyli warunki sprzyjające a ja taka jakaś niekonkretna, niezdecydowana, taka ....
sobota, 30 stycznia 2010
Nuda
chciałabym się ponudzić. Naprawdę. Chociaż nie jestem pewna co to znaczy. Za nami tydzień ferii. Nie wiem jak nasi synowie ale ja jestem wymordowana tym "wypoczynkiem". Chętnie bym "sprzedała" na parę dni nasze Radości cztery. Czasem jest Tych Radości więcej, bo chłopaki sprowadzają swoje towarzystwo do nas. Czasem zastanawiam się jak my to wytrzymujemy. No ale liczy się, że jest fajne i głośno. Nawet urządziliśmy parę dni temu ognisko z pieczeniem kielbasek.....zimno było no ale napewno nie nudno więc chcę się ponudzić, bardzo
piątek, 15 stycznia 2010
Nie jest ławto...
być mamą -chorego dziecka ( Piotruś od paru dni jest przeźiebiony i zaczynam się martwić, bo przy wadzie serduszka, mamy zalecenie aby przy zwykłym katarze podać antybiotyk). Do tego ma potworne uczulenie na rączce, sączy sie z tego ropka, porobiły się strupki. W nastepnym tygodniu mamy wizytę u dermatologa, więc mam nadzieję, że wkońcu ktoś mu pomoże. -nastaolatka, który wszystko ma w d..., i sam nie wie czego chce. A tym bardziej my. Na szczęście znalazłam lekturę ta ten temat (Wyobcowane pokolenie) i uczę się być mamą nastolatka.Mam nadzieję, że całkiem dobrze idzie mi niereagowanie emocjonalnie na humory naszego Najstarszego :) -być przy tym wszystkim przed psm.....
wtorek, 12 stycznia 2010
Poświątecznie
Grudzień minął tak szybko i intensywnie, że nie miałam sił i czasu aby popisać w naszym blogu. Cóż bywa tak. Piotruś rozwija się w niesamowitym tempie. Biega, skacze i probuje chodzić tyłem. Wizyta w Centrum Zdrowia potwierdziła problemy z jego serduszkiem. Jest i dobra wiadomość w najbliższym roku nie będzie operowany! Zła to to, że do 6-stego roku zycia nalezy zooperować te wadę.Zabieg ten nazywa się balonikowaniem (lub jakos tak). Piotruś ma niedrożną tętnicę płucną.Nie będę jednak martwiła się na zapas. Trzeba cieszyć się tym co jest teraz. Naprzyklad przepiękną zimą. W sobote urządziliśmy kulig do Białowieży. Było cudownie i niesamowicie zimno.W życiu tak nie zmarzłam. No i miałam okazję poprzytulac się z naszym nastoletnim synem :)Siedzieliśmy w ostatnich saniach i mój nastolatek bardzo ochoczo wtulał się w mamę.Fajnie było. Chociaż powtót do domu w ekstremalnych warunkach był bardzo stresujący. Ale i tak warto było to przeżyć,prawdziwa przygoda. A krajobrazy jak z Narnii ( to komentarze znajomych na facebooku). Koleżanka przywiozła meża, który urodził się w Ganie,ten to będzie miał co wspominać. My też. No i tyle na dziś z mego pisania,rodzinka wróciła do domu i od progu woła :jeść!
niedziela, 29 listopada 2009
CZDZ

.....jutro jedziemy z Piotrusiem do Międzylesia do Centrum Zdrowia Dziecka na tomografię Jego malutkiego serduszka. Boję się upiania Piortusia i wyniku tomografii. Chce wierzyc, że jest dobrze i, że niebędzie trzeba operować Maluszka mojego.

Piotruś od 2 tygodni probuje chodzić :) Jest taki pocieszny i radosny. Nie widać po nim, że ma jakies problemy ze zdrowkiem.

Będzie dobrze

18:11, jakoniuki
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 listopada 2009
Zimno
Jak Ktoś nie ma w głowie to ma teraz zimno w domu:) Listopad a my wymieniamy okna w pokoju Czarka. I od dwóch dni "wietrzymy" dom. Jutro mam nadzieję zakończą się te roboty. Pełno kurzu, tynku, ogólnie rzecz biorąc syf. A ja się zastanawiam, czy nie lepiej byłoby wymieniać okna w grudniu? Teraz czeka mnie mega sprzątanie, które mogłabym załatwić przed świętami a tak czekają mnie dwa porządne sprzątanka. Dziś tak przyziemnie bardzo, bo mam bardzo przyziemne problemy. Drugi mój problem: Kto mnie nauczy wstawiać fotki na bloga? Wcześniej robiła to za mnie przyjaciółka. Chciałabym pochwalić się Piotrusiem
sobota, 24 października 2009
miało być o Piotrusiu

w poniedziałek Piotruś bedzie miał pierwsze urodziny. Wszystko w tym tygodniu kręci się wokół przygotowań do jego urodzin. Chłopaki równiez dośc czynnie uczestniczą w tych przygotowaniach, szczególnie Filip. Zaopatrzył się już w prezent dla najmlodszego braciszka, a od wczoraj wymyśla dekoracje. Ma przy tym mnostwo radości a ja sptrzątania i namawiania go, aby czasem zmienił swoja koncepcje, bo nie pokrywa się z moją:). Filip zachwyca mnie swa pomysłowoscią i kreatywnością. Szkoda, ze nie mam czasu na spisywanie wszystkich pomyslow jakie rodzą się w Jego głowie. Piortusiowi kupil w prezencie...krem dla alergików.

Nie planowałam, ze będę miala taką dużą rodzinkę. Ostatnio widzę jednak więcej plusów takiego stany rzeczy niż minusów.....a może staram sie myśleć więcej o pozytwnych stronach. Nie wiem. Nie chcę skupiać się, na tym co mnie przygniata, wolę myślec o radosciach zwiaząnych z rodzicielstwem. Zbyt wiele czasu w swoim zyciu zmarnowałam. Chyba gdy człowiek wie, widzi, kruchosc życia próbuje ( przynajmniej ja) nacieszyć sie ile da rade

ja mam niespożytą potrzebę nacieszenia się

i nie ma ona kresu, i umiaru

i kiedy widzę nasze dzieci, czuję ich bliskość, to jak rozwijają się, zmieniają, szukaja to wierzę, że było warto nawet czasem czuć ból i bezsilność

19:53, jakoniuki
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6